GREEN STEAL – inwestycje wysokiego ryzyka.
GREEN STEAL – inwestycje wysokiego ryzyka.
Europa inwestuje miliardy euro w niskoemisyjną stal. Powstają nowe instalacje, podpisywane są kolejne umowy a dotacje płyną szerokim strumieniem. Na prezentacjach wszystko wygląda znakomicie. Pozostaje tylko jeden drobiazg: czy to będzie zarabiać?
Transformacja hutnictwa jest niewątpliwie potrzebna ale równie uzasadnione pozostaje pytanie: czy wybrany kierunek, tempo i skala inwestycji odpowiadają realiom rynku?
Miliardy na stole
SSAB zadeklarował 4,5 mld euro na nową hutę w Luleå. Pierwszy etap programu SALCOS Salzgitter wycenia na 2,7 mld euro. GravitHy podaje 2,2 mld euro jako wartość planowanego zakładu produkującego niskoemisyjną stal w Fos-sur-Mer. To łącznie 9,4 mld euro deklarowanych nakładów zaledwie trzech projektów, o różnym zakresie i stopniu zaawansowania. Do tego dochodzą kolejne przedsięwzięcia ArcelorMittal w Dunkierce – projekt elektrycznego pieca łukowego o wartości 1,3 mld euro, z uruchomieniem planowanym na 2029 rok. Stegra z kolei poinformowała w czerwcu 2026 roku o zamknięciu dodatkowej rundy finansowania na 1,4 mld euro.
To tylko część inwestycji w transformację hutnictwa, ale już te przykłady pokazują skalę zaangażowanego kapitału. Miliardowe nakłady nie gwarantują jednak miliardowych sukcesów – o rentowności zdecydują koszty produkcji, popyt i cena, którą odbiorcy będą gotowi zapłacić.
Czy ktoś kupi tę stal? I za ile?
To najważniejsze pytanie całej transformacji. Nie tylko czy popyt na niskoemisyjną stal będzie rósł, ale jak szybko, w jakiej skali i przy jakiej cenie.
W artykule Financial Times, Bruno Ribo, prezes ArcelorMittal France, przyznaje, że firma nie ma jasności, jak szybko rozwinie się popyt ani czy odbiorcy będą mogli zapłacić więcej. Niepewność założeń dotyczących możliwej do uzyskania ceny określa jako bardzo wysoką. To nie komentarz przeciwnika transformacji. To ocena człowieka odpowiedzialnego za biznes, który właśnie w nią inwestuje.
Skoro już dziś trudno o wystarczający popyt na stal produkowaną tradycyjnymi metodami, zakładanie trwałego popytu na jej znacznie droższy, niskoemisyjny odpowiednik wymaga sporego optymizmu. Wizja jest potrzebna. Dobrze jednak, żeby po drugiej stronie znalazł się klient z budżetem. Oferty renomowanego szwedzkiego producenta wskazują, że premia za stal niskoemisyjną przekraczała nawet 300 EUR/t. Przy rynku, który walczy o każde 5 EUR/t – to różnica, której nie da się uzasadnić ładną prezentacją o zrównoważonym rozwoju.
Zainteresowanie niskoemisyjną stalą nie zawsze przekłada się na stałe zamówienia. Pilotażowy produkt dobrze prezentuje się na stronie firmowej, w raporcie CSR i na LinkedIn. Prawdziwy sprawdzian przychodzi przy produkcji seryjnej, gdy premię za niższe emisje trzeba uwzględnić w kosztach każdej kolejnej tony i finalnego wyrobu. Wtedy okazuje się, czy zielona stal znalazła miejsce w budżecie zakupowym, czy tylko w budżecie marketingowym. Dopóki za premierą produktu nie idą powtarzalne zamówienia, trudno mówić o trwałej zmianie modelu zakupowego. Można natomiast mówić o udanej kampanii promocyjnej.
Kto za to zapłaci?
Jeżeli rachunek opłacalności inwestycji zakładał premię za niskoemisyjną stal, a odbiorcy nie będą skłonni jej płacić, w finansowym planie pojawi się luka. Można obniżyć koszty, zaakceptować niższą rentowność albo korzystać z dodatkowego wsparcia publicznego. Dotacje mogą pomóc uruchomić produkcję, ale same nie zapewnią trwałej konkurencyjności ani nie stworzą popytu przy cenie pokrywającej koszty. Przenoszą natomiast część rachunku na finanse publiczne, a więc również na podatników. Klient może odmówić zapłacenia zielonej premii na fakturze. Jako podatnik może dostać ten sam rachunek inną drogą.
Branża motoryzacyjna jest wskazywana jako jeden z kluczowych odbiorców niskoemisyjnej stali. Pozostaje pytanie, na jak dużą premię cenową może sobie pozwolić europejski automotive, który sam walczy o rentowność i konkurencyjność, a największe turbulencje w tym sektorze dopiero przed nami. Jeżeli skończy się dotacjami – znowu koszty pokryje podatnik.
Najgorszy jest fakt, że ciężko uzasadnić nawet argument o „ratowaniu planety”. Zwłaszcza że produkcja stali w Unii Europejskiej odpowiada za zaledwie około 7% światowej produkcji, a kraje, które produkują najwięcej, mają obecnie zupełnie inną hierarchię celów (np. rozwój nowoczesnych technologii), a względy środowiskowe nie są ani na pierwszym, ani nawet na drugim miejscu na liście ich priorytetów.
Inwestycja na dekady. Obietnica na kadencję.
Nawet w przypadku dotacji pozostaje pytanie, czy polityczne wsparcie przetrwa dłużej niż kadencja rządu, który je obiecał. Huty buduje się na dekady. W tym czasie mogą zmienić się władze, zasady finansowania i podejście do polityki klimatycznej. Raz wypłacona dotacja nie zabezpiecza inwestora przed zmianą warunków, w których zakład będzie musiał zarabiać.
Warto wyciągnąć wnioski na podstawie Stanów Zjednoczonych. 20 stycznia 2025 roku Donald Trump podpisał dekret „Unleashing American Energy”, uchylający szereg decyzji klimatycznych poprzednika i nakazujący wstrzymanie wypłat określonych środków na czas przeglądu ich zgodności z nową polityką.
Mniej legislacyjnej fantazji.
Niskoemisyjna stal potrzebuje klientów, konkurencyjnych kosztów produkcji i przewidywalnych zasad. Kolejne regulacje i dotacje nie zastąpią żadnego z tych warunków. Jeżeli inwestor ma wydać miliardy na instalację pracującą przez dekady, powinien móc oprzeć biznesplan na czymś trwalszym niż polityczny entuzjazm do najbliższych wyborów.
Warto więc wrócić do prostych i egzekwowalnych zasad ochrony rynku, uwzględniających zarówno huty, jak i firmy kupujące ich stal. Wspieranie zielonej transformacji kosztem odbiorców to osobliwa strategia: najpierw wspieramy produkcję, później zastanawiamy się, gdzie podziali się klienci. A na końcu uruchamiamy kolejny program pomocowy.
Między GREEN STEEL a GREEN STEAL jest tylko jedna litera. O tym, czy finansujemy rozwój przemysłu, czy kosztowny eksperyment na rachunek podatnika, zdecydują rentowność tych inwestycji i odpowiedzialność za ich ryzyko. Bo jeśli zysk pozostaje obietnicą, a rachunek dla podatnika jest pewny, to literówka w tytule przestaje być żartem.
Jeżeli już dziś szukasz możliwości ograniczenia emisji przy zachowaniu rynkowej ceny materiału, warto przeczytać poniższy artykuł i zapoznać się z ofertą Huty Częstochowa:


